← Wróć do strony głównej
Świat

USA pojmało Nicolasa Maduro

Dariusz Woźniak
Autor: Dariusz Woźniak

Amerykański „skalp” w Caracas. Nicolás Maduro pojmany przez siły specjalne USA

W nocy z soboty na niedzielę (3/4 stycznia 2026 r.) amerykańskie siły specjalne przeprowadziły błyskawiczną operację wojskową w stolicy Wenezueli, w wyniku której schwytano prezydenta Nicolása Maduro oraz jego żonę Cilię Flores. Operacja, osobiście nadzorowana przez Donalda Trumpa, doprowadziła do natychmiastowego przetransportowania wenezuelskiego przywódcy do Nowego Jorku, gdzie ma on stanąć przed sądem pod zarzutem narkoterroryzmu.

Błyskawiczne uderzenie i bezradność wenezuelskiej armii

Operacja, w której kluczową rolę odegrał elitarny oddział Delta Force, zajęła Amerykanom dokładnie dwie godziny i 28 minut. W akcji wzięło udział blisko 150 samolotów, które zniszczyły strategiczne cele wojskowe w Caracas. Choć groźba ataku wisiała nad krajem od tygodni, wenezuelska obrona przeciwlotnicza oraz armia okazały się całkowicie bezradne wobec amerykańskiej technologii. Według doniesień „New York Timesa” w starciach zginęło około 40 osób, głównie z najbliższego kręgu ochrony Maduro. Prezydent Kuby potwierdził, że 32 z ofiar to Kubańczycy – funkcjonariusze służb, którym Maduro ufał bardziej niż własnym żołnierzom. Jak podkreśla prof. Joanna Gocłowska-Bolek, sukces operacji był możliwy prawdopodobnie dzięki współpracy wysokiego rangą urzędnika z otoczenia reżimu, który przekazał Amerykanom informacje o codziennych nawykach prezydenta.

Zarzuty i „operacja wymiaru sprawiedliwości”

Nicolás Maduro został osadzony w areszcie na Manhattanie. Amerykańska prokuratura zarzuca mu współpracę z kolumbijską partyzantką FARC przy przemycie ogromnych ilości kokainy do USA, a także posiadanie broni maszynowej zakazanej przez amerykańskie prawo. Oficjalny komunikat Białego Domu przedstawia akcję nie jako klasyczną interwencję wojskową, lecz jako „operację wymiaru sprawiedliwości”, której jedynie towarzyszyła armia. Sekretarz Stanu Marco Rubio argumentował, że chodzi o realizację nakazu sądowego wystawionego jeszcze w 2020 roku. Eksperci PISM zauważają jednak, że to wyjaśnienie ma na celu ominięcie konieczności informowania Kongresu o działaniach zbrojnych oraz umocnienie pozycji prezydenta w systemie władzy.

Opis zdjęcia
Zdjęcie pojmanego Nicolasa Maduro udostępnione przez Donalda Trumpa

Ropa naftowa: prawdziwy cel interwencji?

Choć walka z narkoterroryzmem stanowi oficjalną podstawę prawną, Donald Trump wkrótce po operacji przyznał, że głównym celem USA jest przejęcie kontroli nad wenezuelskimi zasobami ropy naftowej. Wenezuela posiada największe na świecie udokumentowane złoża (ok. 14-15% globalnych zasobów), które przez lata sankcji i złego zarządzania pozostawały niewykorzystane. Ekonomista Piotr Arak wskazuje, że powrót amerykańskich koncernów, takich jak Chevron, na wenezuelski rynek może doprowadzić do znacznego obniżenia cen paliw w Ameryce Północnej oraz ostatecznego uniezależnienia się Waszyngtonu od państw OPEC+ i Rosji. „Jeżeli ta ropa popłynie na globalne rynki, Rosjanie będą musieli sprzedawać swój surowiec z ogromnym dyskontem” – zauważa Arak.

Reżim trwa, ale pod nowym kierownictwem

Mimo schwytania lidera, struktury chavistowskiego reżimu w Wenezueli nie uległy natychmiastowemu rozpadowi. Obowiązki tymczasowej prezydent przejęła dotychczasowa wiceprezydent Delcy Rodríguez. Choć oficjalnie potępiła ona „imperialną agresję”, szybko przyjęła pojednawczy ton, proponując Amerykanom porozumienie. Wpływy w państwie zachowują nadal kluczowe postacie starego układu: minister spraw wewnętrznych Diosdado Cabello oraz minister obrony Vladimir Padrino. Według analizy PISM, Trump nie dąży do natychmiastowej zmiany reżimu, lecz woli współpracować z ugodową Rodríguez, by zabezpieczyć interesy amerykańskich firm naftowych przed ewentualnym chaosem.

Kontekst szerszy: powrót do polityki hegemonii

Interwencja w Wenezueli jest interpretowana jako powrót administracji Trumpa do agresywnej polityki „podwórka” w Ameryce Łacińskiej. Akcja ta stanowi jasny sygnał dla innych państw regionu: rządy, które nie będą realizować interesów USA, muszą liczyć się z konsekwencjami. Sytuacja ta budzi jednak poważne kontrowersje na arenie międzynarodowej. PISM podkreśla, że operacja narusza Kartę Narodów Zjednoczonych i w świetle prawa międzynarodowego stanowi akt agresji. Krytycznie o działaniach USA wypowiedziały się m.in. lewicowe rządy Meksyku, Brazylii i Kolumbii, a także Chiny i Rosja, dla których Wenezuela była kluczowym partnerem politycznym i gospodarczym.

Co dalej? Perspektywy i zagrożenia

Przyszłość Wenezueli pozostaje niepewna. Opozycja demokratyczna, z ubiegłoroczną noblistką Maríą Coriną Machado na czele, jest wewnętrznie podzielona i marginalizowana przez administrację Trumpa, która postrzega ją jako zbyt słabą do przejęcia władzy nad wojskiem. W skali globalnej interwencja ta może przyczynić się do dalszej erozji porządku międzynarodowego. Eksperci ostrzegają, że precedens stworzony przez USA ułatwi innym mocarstwom legitymizację ich własnych naruszeń prawa, np. działań Chin na Morzu Południowochińskim. Tymczasem w Waszyngtonie Trump już wykonuje kolejne kroki – tuż po akcji w Caracas ponownie publicznie wspomniał o roszczeniach USA wobec Grenlandii, co wywołało ostry protest rządu Danii.